sobota, 26 listopada 2016

Rozdział 7

Rozdział 7

Ginny Weasley siedziała na łóżku w swoim pokoju, który dzieliła z bliźniaczkami: Alexią i Jaqueline Cerreac. Mimo wszystko w Beauxbatons, Ginny czuła się jak u siebie, lecz brakowało jej Hermiony, z którą ciągle korespondowała. Rudowłosa usłyszała pukanie w okno. Obróciła się w tamtą stronę oraz uśmiechnięta otworzyła je i wpuściła sowę, której nalała wody oraz nasypała karmy dla sów. Gdy sowa zajadała się przysmakami, dziewczyna odwiązała list od nogi. Szybko, lecz tak, aby nie rozerwać otwarła kopertę, w której znajdował się list od jej najlepszej przyjaciółki.

Droga Ginny!
Dziękuje Ci bardzo za książkę, jest cudowna. Wiesz może czy są kolejne jej części? Jeśli tak, to czy mogłabym prosić o namiary miejsca, w którym mogę je nabyć?

Bardzo się cieszę, że Maxime zaprosił Cię na zbliżający się u was bal. Mam nadzieję, że nie masz jeszcze odpowiednich butów na ten dzień, ponieważ jutro powinny przyjść szpilki, które kupiłam Ci na urodziny, lecz postanowiłam podarować Ci je teraz. Mam nadzieję, że Ci się spodobają.

U mnie wszystko dobrze. Jutro wraz z Pansy, Blaise’em oraz Draconem wybieram się do Hogsmead. Opowiedziałam Draconowi o tym, co zrobił mi Ronald. Proszę nie miej mi tego za złe, ponieważ ja mu ufam.

Twoja przyjaciółka
Hermiona J
Uradowana złapała za pióro i w mgnieniu oka zabrała się za pisanie listu.

Droga Hermiono!
Nie musiałaś, lecz dziękuję za buty, które zapewne są prześliczne, lecz o tym przekonam się jutro.
Tak są kolejne części tej książki, która akurat posiadam, więc z przyjemnością ci je wyślę.
Ciągle nie mogę uwierzyć, że ktoś taki jak Maxime mnie zaprosił. To takie nierealne, ale bardzo się cieszę.
Hermiono to Malfoy, więc normalne jest to, że mu nie ufam, lecz jeśli ty mu ufasz to ja również się postaram.
Kocham Ginny ;*
Ps. Przepraszam za tak krótki list, lecz nie wiem, o czym mogłabym napisać.
Wyciągnęła pustą kopertę, do której włożyła list, a następnie zakleiła ją oraz napisała adresata. Przywiązała ją do sowiej nóżki i otworzyła okno, przez które wyleciała. Patrzyła za oddalającą sową, a po jej policzku spłynęła samotna łza, którą od razu starła. Bardzo tęskniła za Hermioną, która była dla niej jak siostra. Odeszła od okna i rozpoczęła poszukiwania książki dla brązowowłosej.

***

Znudzona gryfonka siedziała na fotelu w salonie i czytała książkę. Czekała na Dracona, z którym miała mieć patrol. Po dziesięciu minutach do pomieszczenia wparował Draco i spojrzał na przyjaciółkę przepraszająco, a ta tylko prychnęła.
                - Znowu spóźnienie. – Zatrzasnęła książkę wywołując tym samym huk, który spowodował, że blondyn się wzdrygnął.
                - No sorki Granger, zasiedziałem się z Blaise’m. – Podrapał się zakłopotany po głowę, a dziewczyna kiwnęła z politowaniem głową i ruszyła ku drzwiom. Blondyn poszedł za nią i moment później szli zimnymi, ciemnymi korytarzami Hogwartu. Milczeli i

1
wsłuchiwali się w ciszę otaczającą ich. Nie zwracali na siebie uwagi, lecz ciągle mieli świadomość, że nie są sami.
Po pewnym czasie usłyszeli odgłosy dochodzące z korytarza obok i od razu się tam udali. Ujrzeli Iris Parkinson wraz z Ronem Weasley’em. Hermiona chrząknęła, a para obróciła się w ich stronę i spojrzałam na nich wzrokiem pełnym obrzydzenia i gniewu. Gryfonka prychnęła oraz oparła rękę na biodrze.
                - Ravenclaw i Gryfindor tracą po 10 punktów, a teraz do pokoi, albo zarobicie sobie szlaban. – Oznajmiła ze stoickim spokojem i nie zwracała na komentarze odchodzącej już dwójki uczniów. Draco spojrzał na nią z dumą. Wiedział, że trudno było jej utrzymać spokój przy tym dupku. Podszedł bliżej do niej i przytulił ją od tyłu. Czuł jak się spina, lecz po chwili się rozluźnia. Miał świadomość, że jego dotyk ją uspokajał, więc korzystał z tego jak się bała, jak była zła oraz gdy płakała. Jej ciało przeszedł dreszcz, a po jej policzku spłynęła łza. Była twarda, lecz nie była bez uczuciowa, mimo wszystko bała się Ronalda i cieszyła się, że ma przy sobie takie przyjaciela jak Draco. Kiedyś powiedziałaby zupełnie inaczej i to blondyna z całego serca by nienawidziła. Pokochała go, był dla nie jak brat i za takiego go uważała, ale nie wiedziała jednak, że w przyszłości pokocha go, lecz nie tylko jak brata.
Odsunęła się od niego, otarła łzę i ruszyła przed siebie, a chłopak spojrzał na nią zdziwiony. Obróciła się rozumiejąc, że ślizgon nie podąża za nią.
                - No chodź, przecież mamy patrol. – Uśmiechnęła się smutno i wyciągnęła do niego niepewnie dłoń, którą przyjął. Szli trzymając się za ręce, których nie zamierzali puszczać. Ona, dlatego że czuła się bezpiecznie, a on, dlatego że było to dla niego przyjemne.

***

Około godziny 24 byli już w salonie i siedzieli na kanapie tuż obok siebie. Wpatrywali się w ogień, w całkowitej ciszy i słychać było tylko trzaskający wesoło ogień. Hermione dręczyło od jakiegoś czasu pytanie, na które zbierała odwagę, aby je zadać.
                - Draco, ma do ciebie pytanie i mam nadzieję, że cię nim nie urażę, ani nie zezłoszczę. – Powiedziała niepewnie, a on pokiwał głową na znak, aby mówiła. Wzięła głęboki oddech i wypuściła powietrze.
                - Co się stało z twoimi rodzicami po wojnie? – Gdy to wypowiedziała, już nie wydawało się to jakieś straszne. Spojrzał na nią z grymasem na twarzy, który momentalnie znikł, a  na jego twarzy pojawiła się maska obojętności, co zasmuciło dziewczynę, która miała nadzieje że jednak jej nie założy.
                - Umarli. – Powiedział bez emocji i obojętnie spojrzał w trzaskający wesoło ogień, a dziewczyna położyła mu dłoń na udzie oraz spojrzała pewnie w jego oczy.
                - Kłamiesz. – Wypowiedziała to jak najoczywistszą rzecz na ziemi. Zwrócił twarz ku niej i spojrzał jej w oczy oraz zdjął jej dłoń ze swojego uda. Wstał i spojrzał na nią z góry. Ciągle z jego twarzy  nie schodziła obojętność. Tego się nie spodziewała, była załamana.
                - Masz rację, kłamie, ale co z tego? Przecież każdy kiedyś choć raz kłamał. – Wzruszył ramionami i opadł bezwiednie na miejsce, na którym wcześniej siedział. Przymknął oczy, odchylił głowę w tył i przetarł twarz dłońmi. Patrzyła na niego ze łzami w oczach. Miała pewność, że zachowuje się tak z powodu matki, ale na pewno nie z ojca. Położyła głowę na jego ramieniu i głośno westchnęła.
                - Mama? – Zapytała i spojrzała na jego twarz, która była zwrócona ku niej. Pokiwał głową i oparł się czołem o jej ramię, a jego ręce zwisały w dół. Szatynka przygarnęła go do siebie oraz zaczęła głaskać go po plecach.
                - Powiedz mi. – Jej głos był kojący, niczym anioła, który wspierał cię oraz dodawał poczucia szczęścia i bezpieczeństwa.
                - Po wojnie wraz z rodzicami udałem się do Malfoy Manor – Wzdrygnął się na wspomnienie o nich. – Ojciec zabrał matkę do ich sypialni, a ja ruszyłem za nimi, ale tak aby mnie nie zauważyli. W pokoju ojciec pobił mamę i… i… - Zakrył twarz dłońmi oraz zaczął  intensywnie szlochać. – i.. on ją zabił. Wyciągnął pistolet z szafki nocnej i strzelił jej w głowę. TO BYŁo OKROPNE I SKĄD ON DO CHOLERY WZIĄŁ BROŃ! – Odepchnął zaszokowaną dziewczynę, ruszył przed siebie i gdy znajdował się tuż przy ścianie, uderzył w nią z całej siły. Po jego dłoni zaczęła spływać krew. Dziewczyna pobiegła do łazienki, z której zabrała wodę utlenioną oraz bandaże i wróciła do salonu, lecz już go tam nie było, więc udała się do jego sypialni. 


Nie pomyliła się. Siedział na łóżku i pustym wzrokiem wpatrywał się w zakrwawioną dłoń. Zaśmiał się smutno i dotknął swojej krwi. Obrócił głowę w jej stronę, a na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech.
                - Hermiona, podejdź. – Zachęcał ją gestem ręki, a ona niepewnie złapała jego dłoń chcąc ją opatrzeć. Pociągnął ją ku sobie, z taką siłą że upadła na miejsce tuż obok niego. Trzymał ją za dłoń i się w nią wpatrywał. Zdrową ręką zaczął ją gładzić i po chwili, gdy nic na to nie wskazywało, wbił paznokcie w jej dłoń i to w miejsce, w którym jego dłoń krwawiła. Zasyczała z bólu, lecz nie wyrwała ręki i czekała na rozwój sytuacji. Jej dłoń zaczęła krwawić, a on zanurzył palec w jej krwi i uśmiechnął się. Pokazał jej palec z jej krwią.
                - Spójrz! Wiedziałem! To ja miałem rację nie ojciec!! – Zaśmiał się, a ona uśmiechnęła się do niego i położyła wolną dłoń na jego ramieniu.
                - W czym miałeś racje? – Uśmiechnął się szerzej.
                - Twoja krew! Twoja i moja! Obie są czerwone! Ojciec mówił: ”Krew szlamy jest brudna, brązowo-zielona. JEST ZGNIŁA!” KŁAMAŁ!! – Ucieszony złapał jej twarz i zaczął płakać. Przytuliła go do siebie i również zaczęła płakać. Oboje mieli trudne życie i żadnego z nich nie oszczędzano. Pocałowała go w jego delikatne blond włosy i pogładziła po plecach.

                - Draco, opatrzę ci dłoń i pójdziesz spać, dobrze? – Jej głos był spokojny, piękny i bardzo go relaksował. Pokiwał głową i wyciągnął dłoń, którą mu opatrzyła oraz podała mu eliksir słodkiego snu. Po chwili spał spokojnie, a ona wpatrywała się w jego spokojną twarz, którą pogładziła dłonią i wyszła z jego pokoju. Zamknęła drzwi i odetchnęła. Po jej policzkach spłynęła jedna łza, a potem druga i trzecia i tak dalej. Płakała, ale ruszyła do pokoju wciąż płacząc. Przebrała się w luźną piżamę oraz położyła  się w łóżku i usnęła w miarę spokojnym snem.

poniedziałek, 31 października 2016

Rozdział 6

Rozdział 6

Mimo że Draco nie miał pojęcia, co ten idiota zrobił jego ukochanej przyjaciółce, ale wiedział, że na pewno nie puści mu tego płazem. W chłopaku buzowała ogromna złość widząc, że po policzku dziewczyny spływa łza. Chciał stamtąd wybiec i zabić tego śmiecia najgorszą z możliwych śmierci. Już ruszał w stronę drzwi, gdy poczuł delikatną dłoń Hermiony na swojej. Mimowolnie przeszedł go przyjemny dreszcz, a dotyk dziewczyny rozpalił go od środka, ale chłopak to zignorował i spojrzał w oczy dziewczynie, którą to on kiedyś doprowadzał do płaczu, a Weasley pocieszał, lecz teraz było na odwrót. W jej oczach widział ogromną rozpacz, która sprawiła, że nie ważne, co mówił mu rozum, pragnął ją przytulić i oczywiście to uczynił, a ona odwzajemniła ten gest.
                - Próbowałam być twardą i odważna, nawet sobie wmawiałam, że jestem Gryfonką, więc muszę być twarda i odważna!! Ale tak naprawdę nie jest i ja Draco już nie daje już rady. – Załkała i mocniej go przytuliła. Chłopak gładził ją po plecach, ale nie chciał jej pocieszać, ponieważ wiedział, że nie ważne ile by ją pocieszał, to ona i tak będzie się zadręczać. Ciągle nie wiedział, co on jej zrobił, ale chciał przy niej być.
                - Nie mów, jeśli nie chcesz. – Szepnął i ucałował ją w głowę, a Hermiona poczuła się bezpiecznie, jak w ramionach matki, gdy jako dziecko płakała, a mam ją obejmowała.
                - Chce ci to powiedzieć i się w małym stopniu od tego uwolnić. – Szepnęła ledwie słyszalnie, lecz chłopak doskonale ją usłyszał.
                - To zaczęło się kilka dni po naszym zerwaniu, czyli tako około połowy lipca.




(Retrospekcja – Hermiona)

Siedziałam sobie spokojnie na ławce koło Nory i podziwiałam widoki, gdy nagle przysiadł się do mnie Ron, z którym się mimo naszego zerwania przyjaźniłam.
                - Witaj Ronald – Posłałam mu ciepły uśmiech, na co ten się skrzywił, czym bardzo mnie zdziwił.
                - Coś się stało? – Zapytałam zdziwiona, ale też zaniepokojona. Czyżby nie chciał mnie znać za to, że z nim zerwałam? Przecież się na to zgodził!
                - Zdradziłaś mnie. – Powiedział z jadem w głosie i spojrzał przed siebie. Oburzona wstałam i spojrzałam na niego obrzydzona. JAK ON MÓGŁ MNIE O COŚ TAKIE PASKUDNEGO OSĄDZAĆ!!
                - JAK ŚMIESZ RONALD!! NIGDY NIE DAŁAM CI PODSTAW BYŚ TAK MYŚLAŁ!!! – Wykrzyczałam mu wprost w jego piegowatą twarz. Nigdy, ale to nigdy aż tak mnie nie wyprowadził z równowagi. Nagle wstał z ławki i uderzył mnie w twarz. Syknęłam z bólu i spojrzałam na niego wzrokiem pełnym smutku. Nic to na niego nie zadziałało. Złapał mnie za bluzkę i pociągnął bliżej siebie.
                - Zdradzałaś mnie od samego początku, a zerwałaś ze mną dla swojego kochasia! Jemu się oddawałaś, a mnie? MNIE NIGDY! JESTEŚ JEDNĄ Z TYCH SZLAMOWATYCH DZIWEK! MALFOY MIAŁ RACJE! JESTEŚ NIC NIE WARTĄ SZLAMĄ!! – Po moich policzkach zaczęły ciec łzy, które spowodował chłopak, którego kiedyś kochałam. Bardzo bolały mnie te słowa. Odepchnął mnie z taką siłą, że upadłam na coś ostrego, co spowodowało, że łzy płynęły bardziej obficie.
                - Ron to nie prawda! Naprawdę cię kochałam i ciągle kocham, ale jak najwyżej brata!! – Mimo bólu i łez próbowałam mu przemówić do rozumu.
                - KŁAMIESZ!! – Uderzył mnie pięścią prosto w brzuch. Bardzo zabolało. Syknęłam z bólu i zwinęłam się w kłębek.  Zamierzał mnie kopnąć, lecz przeszkodziła mu Ginny idąca na tył nory, aby pozbierać kwiaty, ale gdy zauważyła, co próbował uczynić, podbiegła do nas i próbowała go ode mnie odsunąć.
                - RON ZOSTAW JĄ!!! – Krzyczała, ale on nic sobie z tego nie robił i kopał mnie, aż po jakimś czasie usłyszałam przerażony krzyk Ginny, który ledwo, co słyszałam, a po chwili nic nie było. Nic nie widziałam, ani nic nie słyszałam. Pustka i błogi spokój.
Obudziłam się w pokoju moim i Ginny. Próbowałam się podnieść, lecz z marnym skutkiem. Nikogo nie było. Była tylko ja, sama jak palec, do czasu. Do pokoju wparował Ron, a na jego widok spanikowałam i chciałam krzyczeć, ale z moim ust nie wydostawał się żaden dźwięk. Podszedł do mnie powolnym krokiem z zaciśnięty pięściami oraz wyrazem twarzy, który mówił: „ NIE ŻYJESZ!”. Przeraziłam się nie na żarty. Po moim policzku spłynęła gorąca słona łza.
                - Ron.. – Wyszeptałam mając nadzieje, że jednak mi nic nie zrobi, ale byłam w błędzie. Przyspieszył kroku i już po chwili był przy mnie. Złapał moją twarz w dłonie, ale jego twarz miała taki sam wyraz jak wtedy, gdy wszedł do pokoju. Pocałował mnie zachłannie, bardzo zachłannie. Odepchnęłam go od siebie i splunęłam mu w twarz, za co dał mi w twarz i tak jeszcze kilka razy. Zamknął drzwi oraz wyciszył pokój zaklęciami. Byłam przerażona i wiedziałam, że jestem bledsza od ściany. Zrzucił ze mnie kołdrę, którą byłam przykryta, a następnie ubrania. Wiedziałam, co zamierza, ale nie chciałam tego przyjąć sobie do świadomości, ale zrobił to. Zgwałcił mnie.


(Koniec retrospekcji)
Siedzieli na podłodze w ciszy. Hermiona cicho płakała, a Draco ja przytulał i rozmyślał jak zabić rudego.
                - Przepraszam cię Hermiono. – Dziewczyna spojrzała na niego zdzwiona, a ten tylko wstał i udał się do WS, w której trwało jeszcze śniadanie. Wiedział, że dziewczyna za nim podąża. Gdy byli pod wejściem, Hermiona zagrodziła mu drogę. Draco objął ją ramieniem i wraz z dziewczyną wkroczył do WS. Uczniowie nie byli zdziwieni, ponieważ wiedzieli, że Granger i Malfoy się tylko przyjaźnią.  Chłopak puścił dziewczynę i ruszył ku rudowłosemu gryfonowi.
                - WIEPRZLEJ!! – Z Dracona emanowała wściekłość. Podszedł do piegowatego, który niewzruszony zajadał tost. Blondyn z całej siły uderzył rudzielca w ty głowy. Cios był tak mocny, że rudzielec spadł z miejsca i leżał na ziemi. Poderwał się jakby nigdy nic i zamierzył uderzyć napastnika w brzuch, lecz przeszkodziła mu kobieca dłoń. Spojrzał w stronę osoby, która go powstrzymała. Z dziewczyny emanowała złość… nie, nie złość, tylko wściekłość.
                - NIKT, ALE TO NIKT NIE PODNOSI RĘKI NA MOICH PRZYJACIÓŁ TY TĘPA RUDA, PARSZYWA ŚWINIO!!! – Poleciał bardzo mocny prawy sierpowy od wściekłej Hermiony, która spojrzała na Dracona dumnym wzrokiem. Ronald przerażony siłą byłej dziewczyny, ale też byłej przyjaciółki, po prostu uciekł. Uciekł jak tchórz. Cała sala zaczęła się z niego śmiać. Draco złapał dziewczynę za rękę i poprowadził do stołu Ślizgonów, którego była stałym bywalcem.


Mijały lekcje, aż nadeszła ostatnia tego dnia lekcja, którą była transmutacja, na którą brąz włosa gryfonka zmierzała, czytając przy okazji książkę, którą tydzień temu Ginny przysłała jej z Francji. Zaczytana dziewczyna nie zauważyła chłopaka, który szedł z naprzeciwka i również był zaczytany, lecz w innej książce. Wpadli na siebie, a Hermiona upadła, upuszczając tym samym książkę i swoją torbę, z której cała zawartość się wysypała. Dziewczyna przeklinała pod nosem swoją niezdarność i zabrała się za zbieranie rzeczy, w czym pomógł jej chłopak, na którego wpadła.
                - Przepraszam cię. – Powiedziała nieśmiało wstając. Otrzepała spodnie i ruszyła pod klasę.
                - Nic się nie stało. – Krzyknął do niej i uśmiechnął się czule, ale Hermiona tego nie zauważyła, bo ciągle była odwrócona tyłem.
Po klasą spotkała swoich przyjaciół, z którymi miała lekcję. Pocałowała każdego w policzek i zaczęła rozmowę ( o dziwo nie o lekcji) o wypadzie do Hogsmead.
                - To, co wybieramy się jutro do Hogsmead? – Zapytała ucieszona. Bardzo chciała się tam wybrać z przyjaciółmi i przy okazji iść do nowo otwartej tak bibliotece.
                - Oj Hermi, Hermi pewnie, że tak, ale na stówkę zaciągniesz nas do biblioteki i przesiedzisz tam z rok. – Dziewczyna zarumieniła się na słowa Dracona, który przeglądał książkę Hermiony ( tą od Ginny).
                - EJ ODDAWAJ!! – Krzyknęła na niego, na co chłopak się zaśmiał i podniósł rękę z książką w górę, a Hermiona zaczęła po nią skakać. W tym momencie gryfonka przeklinała to, że chłopak był wyższy od niej o około dwadzieścia (!) centymetrów. Obok nich stali rozbawieni Blaise i Pansy, którzy ciągle się do siebie przytulali. Po pewnym czasie chłopak oddał dziewczynie książkę.
                - Fajna książka, Granger. Nie wiedziałem, że gustujesz w Francuskie romansidła. No, no zaskoczyłaś mnie panienko. – Zacmokał i rozbawiony spojrzał na również rozbawioną przyjaciółkę.
                - A dziękuję Malfoy, a owszem gustuję paniczu. – Całą czwórką wybuchnęli śmiechem. Po chwili zadzwonił dzwonek zwiastując początek lekcji. Ślizgoni i Gryfoni weszli do klasy, po tym jak nauczycielka otworzyła drzwi do Sali.

                - Kochani! Dziś podzielę was w pary: Gryfon i Ślizgon oraz będziecie w tych parach pisać esej o dwóch wybranych zaklęciach i proszę o oddanie prac do końca lekcji. – Po Sali przeszedł szmer niezadowolenia, ze strony większości uczniów. Nauczycielka podzieliła już większość klasy.
                - Hmm Panna Parkinson z Panem Longbottomem, pan Zabini z panną Patil, panna Granger z panem Malfoyem. Do pracy! – Krzyknęła i zajęła się papierami, a uczniowie zabrali się za pisanie prac.
                - No to o czym piszemy? – Zapytał Draco bawiący się długopisem, ale ciągle patrzący się na dziewczynę.
                - Może Pripendo i Karambolis*?
                - Okej. – Wzięli się do roboty, a tak właściwie to Hermiona pisała, a chłopak tylko się jej przyglądał. Jest taka urocza jak się skupia – takie i podobne myśli były w tym czasie w głowie młodego Malfoya. Coś go do niej ciągłą, ale nie wiedział, co. Ciągle sobie powtarzał, że to tylko przyjaciółką, która go interesuje swoim zachowaniem oraz ciągle zaskakuje i chce ją poznać. Czasem przyłapywał się na myśleniu o niej, jako jego dziewczynie, ale szybko odganiał od siebie te myśli.
Po skończonej pracy Draco wraz z Hermioną odnieśli esej, który położyli na biurku profesorki.




*Pripendo i Karambolis – Zaklęcia, które wzięłam z: http://podrecznik-transmutacja.cba.pl/articles.php?article_id=7

sobota, 24 września 2016

Rozdział 5

Rozdział 5

Dwa tygodnie po incydencje z Ronem, Hermiona siedziała w bibliotece pisząc referat na transmutacje. W pewnym momencie przysiadła się do niej jej przyjaciółka Pansy, czego gryfonka nie zauważyła, ponieważ była zbyt skupiona na pisaniu.
                - Halo Miona! – Pomachała szatynce ręką przed oczami i dopiero wtedy Hermiona zrozumiała, że już nie jest sama. Oderwała się od pisania i spojrzała na przyjaciółkę. Posłała jej ciepły uśmiech, który ta odwzajemniła.
                - Hej Pansy. – Przywitała się. Spakowała rzeczy i wstała. Wyszły z biblioteki wcześniej żegnając się z bibliotekarką. Szły w stronę dębu, pod którym zawsze w czwórkę się spotykali. Gdy usiadły, Pansy postanowiła powiedzieć dziewczynie o swoich przeczuciach.
                - Em Hermiono. – Powiedziała bardzo nie pewnie.
                - Słucham? – Spojrzała na przyjaciółkę ciekawskim wzrokiem.
                - Wydaje mi się, że podobasz się Draconowi. – Hermione zamurowało. Nie wiedziała, co powiedzieć. Myślała, że Draco traktuję ją jak przyjaciółkę, a nie jak kogoś, z kim mógłby się związać. By nie rozmawiać o Malfoyu, zmieniła temat na esej z transmutacji.
                - Napisałaś już esej? – Wypaliła zbyt szybko. Ślizgonki szczerze powiedziawszy nie zdziwiła reakcja przyjaciółki.
                - Jeszcze nie, bo nie za bardzo rozumiem, o co chodzi. – Hermiona zaczęła jej tłumaczyć, co i jak, a Pansy notowała najważniejsze rzeczy, jakie mówiła jej szatynka. Zrozumiała o wiele więcej niż na lekcji. Nowa nauczycielka pani Grace nie umiała tłumaczyć, więc nic dziwnego, że uczniowie niczego nie rozumieli. Przyjaciółki siedziały pod dębem przez jakąś godzinkę zanim wróciły do swoich pokoi.

Pansy leżała sama w dormitorium, które dzieliła z koleżankami z roku, ale aktualnie się gdzieś szlajały. Czytała ostatnią część z serii „Szeptem”, gdy do jej pokoju wparował Blaise z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Usiadł obok dziewczyny, ale na nią nie spojrzał. Patrzył albo na swoje buty albo na sufit albo na pokój, ale nie na nią.
                - O co chodzi? – Podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała w oczy ślizgona, ale one ciągle były zwrócone gdzie indziej. Nie mogła z nich nic odczytać.
                - Pansy to koniec. – Przez moment na jego twarzy był widoczny smutek, który znikł tak szybko jak się pojawił.
                - Nie rozumiem. – Naprawdę to wiedziała, o co mu chodzi i mimo że naprawdę nie byli razem ona go pokochała całym sercem, które aktualnie krwawiło.
                - Nasz plan nie jest już aktualny. – Dziewczyna była bliska płaczu, lecz nie pokazywała tego, bo przecież to był tylko plan, a on nie miał pojęcia, że ona go pokochała. Jego twarz ciągle nic nie wyrażała, a jego głos był bez uczuciowy.
                - Ale czemu? – Zdziwiła się, że mogła to powiedzieć głosem bez określonej barwy i uczuć. Po raz pierwszy Blaise spojrzał jej w oczy i gwałtownie wstał, co zaciekawiło i zaniepokoiło dziewczynę.
                - Nie mogę! Pansy ja już tak nie mogę! Ja cię naprawdę kocham i czuje się źle z tym, że tylko udajemy parę! – W jego oczach ujrzała wielki nie przenikniony smutek. Wstała i go przytuliła.
                - Niby diabeł, a miękki jak owieczka. – Chłopak mimowolnie zaśmiał się i odwzajemnił uścisk.
                - Kocham cię ty płaczliwy diabełku. – Powiedziała łamiącym głosem. Chłopak się zaśmiał i mocniej uścisnął Pansy.
                - Ja cię też kocham ty wredny mopsie. – Mimo że dziewczyna nie lubiła być nazywaną mopsem, zaśmiała się. Odsunęła się od niego. Usiadła na łóżku i ponownie zatonęła w lekturze. Zabini patrzył na nią rozbawionym a zarazem oburzonym wzrokiem.
                - Co teraz? – Zapytała ciągle czytając, on usiadł obok niej i wyrwał jej książkę z ręki. Pocałował ją. Najpierw delikatnie i subtelnie nie chcąc jej spłoszyć, a gdy go odwzajemniła pogłębił pocałunek. Całowali się chwilę, która była dla nich wiecznością.
                - Moja dziewczyna. – Wyszeptał jej wprost w usta.
                - Mój chłopak.- Również wyszeptała mu wprost w usta. Dała mu krótkiego całusa i odebrała mu książkę, którą odłożyła na szafkę nocną. Siedzieli wtuleni do czasu, gdy do pokoju weszła jedna ze współlokatorek Pansy. Chłopak opuścił jej pokój i szczęśliwy ruszył do swojego dormitorium.


Draco siedział w pokoju przeklinając nauczycielkę od transmutacji oraz esej, który miał do napisania. Gdy usłyszał, że ktoś wchodzi do salonu, poderwał się z miejsca i wybiegł z pokoju.
                - Hej Hermiono! Mogłabyś mi pomóc? – Zapytał z nadzieją w głosie. Hermionie przypomniała się jej rozmowa z Pansy i momentalnie spanikowała.
                - Nie mogę, sory Malfoy. - Wbiegła do pokoju szybciej niż błyskawica, zostawiając zdziwionego chłopaka samego. Zastanawiał się, czemu jego przyjaciółka nazwała go po nazwisku. Już od dawna tego nie robiła, bo od dnia, w którym Ron dał w twarz dziewczynie zaprzyjaźnili się i zaczęli mówić sobie po imieniu. Wrócił do pokoju i znów zaczął przeklinać panią Grace i do tego jeszcze Hermionę.


Mijały dni, a Hermiona unikała Dracona jak ognia, który był załamany, ponieważ jego przyjaciółka go ignorowała, a on nie wiedział, co zrobił lub powiedział. Pewnego dnia szedł z Zabinim i Pansy na śniadanie, gdy zauważył Hermionę kłócącą się z Astorią. Bez zastanowienia podeszli do bliskich bójki dziewczyn. Malfoy stanął pomiędzy nimi.
                - Czego chcesz od Hermiony? – W jego głosie słychać było obrzydzenie i złość.
                - Co cię to, ty zdrajco! Jesteś nic nie wart tak samo jak twoja szlamowata kumpela. – Powiedziała z taką pogardą w głosie, że aż sam Draco się wzdrygnął. Złapał Hermionę za ramię i pociągnął do Wielkiej Sali. Dziewczyna się wyrywała, ale na marne. Chłopak zaprowadził ją do stołu gryfonów i posadowił na samym końcu gdzie nie było prawie nikogo. Usiadł obok niej. Nałożył na swój talerz tosty i nalał sobie soku dyniowego. Dziewczyna patrzyła na niego zaciekawiona.
                - Czemu mnie unikałaś? – Zapytał z pełną buzią i spojrzał jej w oczy.
                - Nie unika… - Nie dokończyła. Widząc jego wzrok szybko się poprawiła. – Pansy mi powiedziała, że ponoć ci się podobam. -  Chłopak pijący sok momentalnie go wypluł.
                - Co?! Ja nic do ciebie nie czuje. Nic poza przyjaźnią. – Powiedział z uśmiechem, ale w głębi siebie czuł się jakby kłamał. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
                - Ufff. – Dziewczyna zwróciła swój wzrok na Ronalda i posmutniała, co Malfoy zauważył.
                - Hermiona, o co wy się tak w ogóle pokłóciliście? – Spojrzała na niego początkowo gniewnym wzrokiem, lecz szybko zmienił się na smutny.
                - Bo Ron… - Złapała go za dłoń i wyprowadziła z WS. Weszli do jakiejś pustej klasy. Hermiona usiadła na zakurzonym biurku i westchnęła. Chłopak był coraz bardziej ciekaw, co ten dureń zrobił.
                - Ronald zrobił coś strasznego. – Spuściła głowę, a po jej policzku spłynęła pojedyńcza łza.

C.D.N 

~Zuzix